Domowe kostki rosołowe

DSC03105kopiaDla wszystkich tych, którzy cenią sobie dobry smak i zdrowe składniki – przepis na domowe kostki rosołowe. Proste, smaczne i co najważniejsze – zdrowe!



O tym co znajduje się w sklepowych kostkach rosołowych pisałem ostatnio. Obiecałem też, że napiszę jak zrobić swoje własne ‘domowe’ kostki rosołowe, które swoim smakiem przewyższą wszystko, co można kupić w sklepie i do tego będą się składać ze zdrowych składników. Zdarzyć się może niespodziewana wizyta rodziny lub innych znajomych. Bardzo często trzeba ich ugościć i dać papu, więc o ile do tej pory szybko gotowaliście zupy na kostkach rosołowych to od dziś będziecie mogli zrobić podobnie, aczkolwiek bardziej zdrowo.

Sprawa zaczyna się od popularnego rosołu. Przepisów na niego jest prawdopodobnie tyle ile osób go gotujących. Każdy ma jakieś ulubione składniki czy dodatki. Jedni wolą wywar typowo warzywny, inni dodają do niego drób, niektórzy posiłkują się dodatkiem wołowym. Do domowych kostek rosołowych potrzebujecie to samo tylko w wymiarze XL. Dziś musicie nastawić się na porządną ilość, więc w ruch niech pójdą garnki 5l i większe. Cała reszta jak do tej pory, czyli jak uważacie za stosowne. Pamiętać musicie tylko o pewnych ważnych szczegółach, które decydują o powodzeniu waszego trudu.

Pierwsza sprawa to to, o czym ludzie zapominają. W sumie to częściej mężczyźni, którzy chcą iść ‘na skróty’. Mięso wrzucamy do ZIMNEJ WODY. I dopiero wtedy doprowadzamy do wrzenia całość. Wiem (z własnego doświadczenia), że woda z czajnika elektrycznego przyspiesza moment, w którym rosół nam się zagotuje natomiast skutecznie pozbawia go aromatu. Wrzucić możecie cokolwiek. Porcję rosołową, skrzydełka bądź udka. Osobiście używam całe udka, ponieważ w domu lubimy gotowane mięso z rosołu także nic się nie zmarnuje. Często robimy także wersję kostek rosołowych z kaczką, ponieważ nam smakuje. Słyszałem także o wersji z żeberkami wędzonymi. Prawdopodobnie świetna baza do grochówki czy fasolowej. Część osób dodaje golonkę bądź nóżki tak jak do gotowania wywaru na galaretę, wtedy rosół robi nam się zdecydowanie bardziej gęsty.

Druga i chyba najważniejsza sprawa. Gotowanie naprawdę dobrego, esencjonalnego bulionu MUSI POTRWAĆ. Jeśli myślisz, że załatwisz sprawę w godzinkę na dużym ogniu to niestety się mylisz. Znane mi są przypadki gotowania rosołku nawet i pół dnia, pośpiech w tym akurat momencie nie jest wskazany.

Trzecia sprawa niemniej ważna. Przypalona cebula. Część osób jej nie dodaje wcale, inni ledwo podpieczoną. Spytajcie babci – cebula ma być obrana jedynie z zewnętrznej brudnej warstwy i przypalona nad ogniem jak dobra kiełbaska na czarno. Doda aromat i kolor naszemu rosołkowi. Jeśli nie macie palnika gazowego w kuchence możecie przypiec ją na patelni.

Czwarte i także ważne. Dziś rosołu nie solimy, ew. solimy tylko nieznacznie (pod sam koniec). Gdy zrobicie kostki rosołowe bez soli będziecie mogli je stosować do wszystkiego i dosalać potrawę podczas gotowania. Jeśli napakujecie do nich soli to może okazać się, że po wrzuceniu takich kostek do potrawy lub sosu będzie zbyt słono.

A więc do dzieła. Mięso wrzucacie do zimnej wody i na razie możecie dać większy ogień. Dorzucacie do tego warzywa i przyprawy. Trzy marchewki, dwie pietruszki, pół selera. Jeśli dacie zbyt dużo lub zbyt duże marchewki rosół wyjdzie wam słodki, dlatego nie ma co przesadzać. Trzy średnie marchewki, jeśli macie większe dodajcie jedynie dwie. Do gara lądują także 3 liście laurowe, łyżeczka ziela angielskiego, łyżeczka czarnego pieprzu w ziarnach oraz opcjonalnie ząbek czosnku i lubczyk. Oczywiście nie ma co się trzymać sztywno tego przepisu. Możecie zrobić to po swojemu. Całość doprowadzamy do wrzenia i zmniejszamy gaz na najmniejszy możliwy w naszej kuchence. Wszystko musi sobie spokojnie ‘pyrkać’ na ogniu. Jeśli chodzi o czas gotowania to osobiście gotuję całość 3-4 godzinki przy samym drobiu, 4-5 przy drobiowo-wołowej mieszance. W pewnym momencie wytrąci się wam biało z mięsa pod postacią ‘szumowin’, czyli brzydkich, ciemnych paprochów na wierzchu. Zdania są różne na ich temat. Jedni mówią aby je szybko odłowić i wyrzucić, inni twierdzą, że nie jest to nic szkodliwego i pozostawione na małym ogniu rozpłynie się i zniknie w rosołku podczas gotowania. Ocenę sytuacji i decyzję pozostawiam wam.

Po kilku godzinkach gotowania, gdy wasz rosołek jest gotowy pozbywacie się wszystkiego ze środka pozostawiając sam wywar. Mięso i warzywa idą do dalszego przetworzenia, całość warto przecedzić przez sito bądź płótno, aby pozbyć się wszystkich możliwych zanieczyszczeń. Tak wyklarowany bulion stawiacie znowu na gaz i redukujecie, czyli zmniejszacie jego objętość. Im bardziej go zredukujecie tym lepsze będą wasze kostki rosołowe. Średnio powinno się go zredukować do około 1/4 zawartości. Po redukcji należy całość ostudzić, po czym można go zamrozić. Większość osób używa do tego zwykłych foremek bądź woreczków na lód. Można do tego celu użyć formy na muffinki, aby uzyskać kosteczki większego rozmiaru.

Tak przygotowane kosteczki możecie przetrzymywać w zamrażalniku dość długo. Są naprawdę świetną pomocą w kuchni i co najważniejsze ich skład jest całkowicie wolny od chemii w odróżnieniu od sklepowych kostek rosołowych, które są tylko chemią.

Comments

comments