Sezon na grzyby w pełni

2013-10-11 09.38.53Sezon na grzyby w pełni i jak to zawsze o tej porze jak bumerang wraca zagadka czy grzyby zawierają tak naprawdę jakiekolwiek wartości odżywcze, czy do potraw dodajemy je jedynie dla smaku?



Osobiście uwielbiam chodzić na grzyby, zbierać grzyby i jeść grzyby. O ile las nie jest jakiś strasznie bardzo niewygodny nie widzę problemów. Często zdarzają się wysokie jeżyny, które wbijają się człowiekowi w nogi, a szczególnie uda nawet przez twarde spodnie i takiego lasu nie lubię. Zwalone drzewa, masa krzewów, chociaż kryją sporo grzybków jakoś mnie nie ciągną. W moich ulubionych grzybowych miejscach jest miło i przyjemnie, bo z takim zamiarem i nastawieniem na grzyby chodzę. To czas odpoczynku, wdychania świeżego powietrza, olejków eterycznych z żywic i tak dalej. A jak przy okazji zbierze się w trochę ponad godzinkę tyle grzybów ile na zdjęciu powyżej (to dzisiejsza fotka) to oczywiście wracam z grzybów radosny.

Wiele osób twierdzi, że grzyby nie zawierają w sobie żadnych wartości odżywczych, bo w około 80-90% składają się z wody. To stary przesąd głoszący, że grzyby nadają jedynie smak potrawom. W pełni prawdziwe jest składanie się grzyba głównie z wody, jednak pozostała część jest także bogata w różnego rodzaju składniki. Są to głównie białka, wśród których znajdziemy szeroką gamę aminokwasów, w tym także egzogenne (takie, których nie wytwarza nasz organizm) Twardość owocników grzybów zapewnia z kolei błonnik, którego więcej znajdziemy w kapeluszu grzyba niż w nóżce. Grzyby są też bogate w składniki mineralne, czemu zawdzięczają swój unikalny i niepowtarzalny smak. I to takich składników, których na próżno szukać w innych produktach np. cynk, mangan, miedź, jod oraz fluor. W grzybach znajdziemy także sporo witamin, głównie z grupy B, ale trafimy także witaminę PP. Mówi się niestety, że grzyby są ciężkostrawne. Jest w tym sporo prawdy, ale zależy to głównie od grzyba i naszego organizmu. Prawdziwek czy pieczarka uważane są wręcz za lekkostrawne. Zależy to też od naszych uwarunkowań, jedni grzybów mogą zjeść masę, inni po dwóch uskarżają się na bóle. Moim zdaniem we wszystkim należy zachować umiar. Wiem, że smażony czy duszony grzybek z cebulką skusi niejednego, ale cały talerz takich grzybków może źle się odbić na naszym trawieniu. Warto grzyby podawać z produktami lekkostrawnymi tak by nie obciążać niepotrzebnie organizmu. Powinniśmy raczej stronić od połączeń grzybów z takimi potrawami jak fasola, groch czy seler, a także z alkoholem, który może spowodować ścinanie się białka w żołądku i większą odporność na działanie soków trawiennych.

Ostatnio pisałem o założonej uprawie boczniaka, na razie balot niewiele różni się od stanu startu, na rezultat należy poczekać jeszcze trochę. Natomiast wszystkim mogę polecić boczniaka, jeśli macie je gdzieś w sklepie niedaleko. Gdy zakończę eksperyment z domową hodowlą to powiem wam czy warto go w domu uprawiać samemu czy lepiej polecieć do sklepu ;) Boczniaki to jedne z najzdrowszych grzybów. Zawierają niewielkie ilości cukru, liczne witaminy z grupy B, enzymy obniżające poziom złego cholesterolu, fosfor, potas, żelazo a także betaglukan, który zmniejsza ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej i obniża ciśnienie krwi. Uważa się także, że zapobiega powstawaniu nowotworów układu pokarmowego. Polecam, więc każdemu, choć osobiście uważam i preferuję nasze rodzime grzybki z lasu nieopodal.

Wiele osób nie do końca wie jednak co można z grzybami zrobić. Oto kilka rad, co można zrobić z grzybów, które zbierzemy lub na przykład dostaliśmy:

1. Suszenie – metoda najprostsza, choć wbrew pozorom trudna do wykonania w domu. Jeśli nie macie suszarki do grzybów możecie oczywiście suszyć w piekarniku, ale pamiętać musicie o dwóch zasadach. Niska temperatura (50-60 stopni) oraz otwarte drzwiczki piekarnika. Inaczej będzie tragedia i większość grzyba przylgnie do blaszki/kratki i będzie trzeba skrobać, bądź spali się tak, że nie będzie co skrobać. Jeśli chodzi o przetrzymywanie suszonego grzyba to szkół jest wiele. Słoiki, pudełka, pojemniki metalowe po kawie. Co kto lubi i uważa. Ja trzymam grzyby w pudełku po butach wyłożonym pergaminem, pod którym leżą woreczki z kuleczkami chłonącymi wilgoć – często są takie w butach, elektronice itp. Pudełka trzymam w szafie obok ręczników i pościeli i wyjmuje, gdy mi są potrzebne.

2. Mrożenie – Jeśli macie trochę miejsca w zamrażalniku będzie jak znalazł. Podgrzybki, prawdziwki, kozaki, maślaki można mrozić na surowo po obraniu i pokrojeniu natomiast takie grzybki jak rydze, kurki czy opieńki należy obgotować w osolonej wodzie. Podczas mrożenia warto postarać się mrozić grzyby osobno. W mojej lodówce mam 3 poziomowy zamrażalnik, więc mam ten luksus, że na jeden poziom wrzucam sobie grzyby na tacce, a dopiero po wstępnym zamrożeniu wrzucam je do woreczka. Ma to jedną zasadniczą zaletę, gdy potrzebujemy z grzybów skorzystać. Nie trzeba rozbijać młotem zamrożonej kupy grzybów, która całkowicie skleiła się z sobą.

3. Marynowanie – Moja ulubiona metoda. Mam w lesie jedno ulubione miejsce gdzie bardzo często znajduję małe podgrzybki mniej więcej takie, które mieszczą się na dłoni i mniejsze. W sam raz w zalewę, a za słoiczek takich grzybów dałbym się pokroić. Nie wyobrażam sobie świątecznego stołu bez marynowanych grzybków roboty mojej żony. Należy jednak pamiętać, że duże ilości octu nie są raczej wskazane.

ps. Wiem, wiem. Nie powinno się nosić grzybów w reklamówce. Zdaje sobie z tego sprawę, że dziś popełniłem gafę i do tego zamieszczam to, jako zdjęcie do posta, ale przyznam szczerze, że wyjazd był trochę na ‘łapu capu’ i nie zdążyliśmy się przygotować. Nie nastawialiśmy się też na taką ilość :)

Comments

comments